X

Gazeta.pl: prawie jak dopalacze. Poza kontrolą, o nieznanej treści, szkodliwa

KRÓTKI LIST OTWARTY DO WYDAWCY I REDAKTORA NACZELNEGO GAZETA.PL

 

Zadaniem każdego tytułu każdej publikacji, w tym również naszego Listu, jest przyciągnąć uwagę czytelników i kształtować wyjściowe nastawienie odbiorcy. Tyle tylko, że tytuł jednoznacznie kształtujący kierunek myślenia odbiorcom oznaczonego nim tekstu według ustalonej i sprzecznej z faktami tezy nie jest niczym innym, jak typową manipulacją. Zakładając, że ktokolwiek w Gazeta.pl posiada wykształcenie lub/i doświadczenie dziennikarskie, technika ta powinna być Państwu jako tako znana, gdyż stanowi jedno z najbardziej prymitywnych narzędzi nieuczciwego, zasługującego na społeczne potępienie pseudo-dziennikarstwa.

Jeśli nie zgadzacie się Państwo z powyższym twierdzeniem lub po prostu w  Gazeta.pl nie obowiązują żadne lub przestrzegane są inne zasady rzetelności dziennikarskiej, to na tym fragmencie możecie Państwo zakończyć lekturę tego Listu i nie oczekujemy żadnej odpowiedzi… 

gw

Czy państwa zdaniem tytuł „E-papierosy: prawie jak dopalacze. Poza kontrolą, o nieznanym składzie, szkodliwe” (gazeta.pl strona główna 27.07.2015) jest bezstronnym oznaczeniem artykułu, którego rolą jest zainteresowanie odbiorców poznaniem jego treści, na podstawie której odbiorca może sobie wyrobić opinię na temat opisywanych zjawisk i faktów? W naszej ocenie jest to integralny komunikat jednoznacznie skłaniający do dezaprobaty lub potępienia papierosów elektronicznych bez potrzeby zapoznania się z treścią oznaczonego w ten sposób tekstu.  Nie ma nic wspólnego z tytułem prasowym – jest typowym komunikatem perswazyjnym, stosowanym m.in. w reklamie, którego celem w tym przypadku jest wywołanie ograniczenia lub utraty zaufania konsumentów do papierosów elektronicznych.  Nie musicie się Państwo wstydzić, jeśli tytuł i uzupełniający go artykuł zostały przygotowane przez agencję content marketingu, która zleciła Wam tylko jego publikację. Sami jesteśmy przedsiębiorcami i jesteśmy świadomi, że Gazeta.pl jest przedsięwzięciem komercyjnym i świadczy tego typu usługi.

Jeśli rzeczywiście artykuł i jego tytuł powstały poza redakcją Gazeta.pl, to na tym fragmencie możecie Państwo zakończyć lekturę tego Listu i nie oczekujemy żadnej odpowiedzi… 

Świadome sugerowanie podobieństwa pomiędzy dopalaczami a papierosami elektronicznymi jest aktem  cynicznej manipulacji.  Dopalacze są produktami „zawierającymi odurzające substancje psychoaktywne lub inne substancje o podobnym działaniu na ośrodkowy układ nerwowy, które mogą być użyte zamiast środka odurzającego lub substancji psychotropowej lub w takich samych celach jak środek odurzający lub substancja psychotropowa”. Papierosy elektroniczne i płyny do ich uzupełniania nie zawierają żadnych substancji psychotropowych. Nikotyna zawarta w papierosach elektronicznych jest substancja psychoaktywną – podobnie, jak kofeina w kawie – jest substancją uzależniającą, ale nie ma właściwości odurzających lub psychotropowych. Wytwarzanie i wprowadzanie do obrotu dopalaczy jest nielegalne. Wytwarzanie i wprowadzanie do obrotu papierosów elektronicznych  jest obecnie regulowane przepisami Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1272/2008 z dnia 16 grudnia 2008 r. w sprawie klasyfikacji, oznakowania i Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1272/2008 z dnia 16 grudnia 2008 r. w sprawie klasyfikacji, oznakowania i pakowania substancji i mieszanin.  Punkty sprzedaży papierosów elektronicznych są nadzorowane przez Głównego Inspektora Sanitarnego, którego przedstawiciele przeprowadzają regularne kontrole produktów tego typu.  Od 20 maja 2016 we wszystkich krajach członkowskich UE firmy branżowe będą obowiązywać przepisy znowelizowanej w 2014 r. Dyrektywy tytoniowej. Jednym słowem: Co ma piernik do wiatraka? Co e-papierosy mają wspólnego z dopalaczami?  Mniej więcej tyle samo, co Gazeta.pl… Śmiemy nawet twierdzić, że Gazeta.pl jest większym dopalaczem, niż papierosy elektroniczne: Wasze publikacje  często  zmieniają stan psychiczny czytelników; niektóre teksty są o działaniu uspokajającym, inne wręcz odwrotnie. Przykładem takiego psychotropa „wręcz odwrotnie”   jest właśnie artykuł „E-papierosy: prawie jak dopalacze. Poza kontrolą, o nieznanym składzie, szkodliwe”, w którym dokonano zestawienia  dwóch skrajnie różnych produktów. Autor doskonale wiedział, że „sklejając” papierosy elektroniczne z powszechnym odczuciem odrazy i potępienia dla dopalaczy może uzyskać swój cel – spowodować utratę zaufania konsumentów do papierosów elektronicznych.

Jeśli dotarli Państwo do tego momentu naszego Listu, to znaczy że chyba „coś jest na rzeczy”. W związku z tym proponujemy zadanie autorowi tekstu – jeśli oczywiście niejaki „eska” jest Wam w ogóle znany – kilku pytań odnoszących się do treści publikacji. 

Nie jest oczywiście żadnym zaskoczeniem, że treść artykułu oznaczonego tak odrażającym tytułem dyskredytuje ogromny sukces, jakim na całym świecie  są papierosy elektroniczne. Pomija jednoznaczne wyniki badań naukowych poświęconych e-papierosom i opinie najwybitniejszych światowych ekspertów w tym zakresie, które m.in. udostępnione są w Internecie przez eSmoking Institute czy eSmoking Association.  Zamiast tego, tekst prezentowany pod szyldem Gazeta.pl, jest popisem klasycznych technik manipulacyjnych, które wprowadzają w błąd, co do faktycznego wpływu papierosów elektronicznych na zdrowie, szczególnie w porównaniu do wyrobów tytoniowych i papierosów tradycyjnych. Jest karykaturą dziennikarstwa. Autor pisze na przykład, że „W świetle polskiego prawa e-papierosy nie są żywnością, lekiem, suplementem diety ani produktem tytoniowym. Uregulować rynek miałaby stosowna dyrektywa UE, jednak prace nad nią dopiero są prowadzone”. Obudźcie się! Stosowna dyrektywa UE została uchwalona przez Parlament Europejski i Radę Europy ponad rok temu w 2014 roku, a obecnie trwają już społeczne konsultacje rządowego projektu nowej Ustawy o ochronie zdrowia przed tytoniem i wyrobami tytoniowymi, która jest implementacją jej regulacji.  W innym zaś miejscu czytamy:  „Panuje powszechne przekonanie użytkowników o niskiej szkodliwości tych produktów. Tymczasem, w naszym kraju dostępnych jest kilkadziesiąt – kilkaset różnych rodzajów e-papierosów. Są to urządzenia zarówno polskiej produkcji, jak i sprowadzane na przykład z Chin. Mogą znacznie różnić się składem i stężeniem zawartych składników.” Czy różnice pomiędzy poszczególnymi modelami papierosów elektronicznych i różne miejsca ich produkcji w jakikolwiek sposób zaprzeczają ich niskiej szkodliwości? Odpowiemy Wam tak,  „Panuje powszechne przekonanie Polaków, że ryby są zdrowe. Tymczasem, w naszym kraju dostępnych jest kilkadziesiąt – kilkaset różnych rodzajów ryb. Są to ryby zarówno polskiej produkcji, jak i sprowadzane na przykład z Chin. Ich mięso może znacznie różnić się składem i stężeniem zawartych składników.” Mamy jednak na tyle poczucia przyzwoitości i kontaktu z rzeczywistością,  że nigdy nie zatytułujemy naszej wypowiedzi „Ryby: prawie jak dopalacze. Poza kontrolą, o nieznanym składzie, szkodliwe”.

Serdecznie pozdrawiamy wydawcę i redaktora naczelnego Gazeta.pl. I podtrzymujemy nasze stanowisko, że Gazeta.pl jest większym dopalaczem, niż papierosy elektroniczne.

W imieniu polskich przedsiębiorstw e-papierosowych i ponad 1,5 mln użytkowników papierosów elektronicznych w Polsce, oczekujemy od Państwa oficjalnego stanowiska w sprawie opisanej przez nas publikacji.

Jerzy Jurczyński

eSmoking Association

Poznań, 31 lipca 2015

P.S. Jeśli czytacie Państwo ten fragment naszego Listu, to znaczy, że jest ktoś w Gazeta.pl kogo interesuje wiarygodność i rzetelność publikowanych tekstów. Jeśli jesteście tylko stażystami lub praktykantami portalu, to życzymy Wam, żebyście jak najszybciej przejęli kontrolę nad tym masowym medium informacyjno-rozrywkowym. Cytując klasyka, „eska” musi odejść… 

 

 

Tutaj znajdą Państwo plik PDF z naszym listem